Cześć Tato
Dzisiaj był Twój pogrzeb. Pogoda była naprawdę piękna, mama zupełnie niepotrzebnie kazała mi kupić płaszcz. Jarek był w samym garniturze i nie zmarzł. Słońce świeciło, niebo było niebieskie a ptaki śpiewały. W kościele jednak czuć było jeszcze zimowy chłód.
Na pewno ucieszy Cię fakt, że wszystko było w porządku, żadnych nieprzewidzianych ekscesów, czy wpadek. Wiesz, cała ta bieganina, załatwianie, dopinanie spraw ma swoje dobre strony - zajmuje głowę i pozwala trochę odsunąć od siebie smutek. Na niego zawsze znajdzie się czas.
Było bardzo dużo ludzi, nie tylko rodzina. Zjawiło się wielu leśników od Jarka, strażacy nawet. Żegnał Cię sam prałat! Jarek powiedział piękną mowę, choć mu się gardło ściskało.
Ja nie mówiłem. Układałem sobie coś w głowie, ale nie mówiłem. Gdybym jednak powiedział byłoby to o tym, że musimy wierzyć, że jesteś w lepszym świecie. Nie wiemy tego, bo wiara to nie wiedza. To nie pewność, ale nadzieja. Nadzieja, że spotkamy się jeszcze. A ja WIEM o jednym miejscu, w którym jesteś i masz się tam całkiem nieźle. To nasze serca i pamięć, wszystkich tych, którzy Cię znają. Jesteś tam ze swoją uczynnością, pracowitością i skromnością.
Oczywiście Jarek powiedział to wszystko ładniej ode mnie, użył pięknych metafor. Ja znowu nic nie powiedziałem. Wiesz Tato jak u mnie trudno z mówieniem. Wszystko co chciałem Ci powiedzieć - powiedziałem za późno. Może Ci to jeszcze napiszę, przy jakiejś okazji.
Więc nic nie powiedziałem i prawie nie płakałem. Mam wrażenie, że wypłakałem łzy tamtej nocy, kiedy mówiłem i czułem, że mówię za późno. Mam nadzieję, że nie wyglądało jakbym był obojętny.
Muszę Ci się przyznać, że miałem też dzisiaj jedno niemiłe odczucie. To była zazdrość. Chodzi o to, że tyle osób przybyło na ten pogrzeb... dzięki Jarkowi. Przyszli do Ciebie, ale dla niego. I ukłuło mnie coś w środku, bo nawet mój szef przyjechał chyba raczej ze względu na Jarka niż na mnie. I potem śladem tej zazdrości potoczyły się inne niedobre myśli - czy na pewno ci co przyjechali mieli czyste intencje? Czy to nie jest lizusostwo? Czy jednak byli tam bardziej dla niego niż dla Ciebie? A potem pomyślałem, że nawet jeśli tak, nawet jeśli bardziej dla niego, to jeśli tylko przybyli z czystymi intencjami, to i tak Twoja zasługa, bo Ty (i mama) wychowałeś go tak, że jest kim jest i cieszy się szacunkiem.
Późno już, będę kończyć.
Następnym razem napiszę Ci o stypie (wcale nie była smutna!)
Twój syn Bartosz
P.S. Właśnie dotarło do mnie, że jestem ostatnim człowiekiem, który Cię widział. Jeszcze nie wiem jak się z tym czuję.
środa, 24 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)